Czym jest „okno tolerancji” i czemu ma kluczowe znaczenie w terapii traumy?

Kiedy ludzie myślą o traumie, zazwyczaj wyobrażają sobie wspomnienia. Obrazy, które wracają znienacka. Myśli, których nie można się pozbyć. To zrozumiałe – trauma mocno zapada w umysł. Ale to, co dzieje się w ciele i układzie nerwowym, jest równie ważne, a mówi się o tym znacznie rzadziej.

Jedną z koncepcji, która w mojej pracy pojawia się niemal na każdej sesji, jest tzw. okno tolerancji. To pojęcie wprowadził do psychologii Daniel Siegel – psychiatra i neurobiolog – i choć brzmi technicznie, opisuje coś bardzo ludzkiego i intuicyjnego.

 

O co chodzi z tym oknem?

Wyobraź sobie, że twój układ nerwowy ma pewien zakres, w którym funkcjonuje optymalnie. Jesteś przytomny, skupiony, możesz myśleć i czuć jednocześnie – nie jesteś ani sparaliżowany strachem, ani odcięty od własnych emocji. Możesz rozmawiać o trudnych rzeczach bez poczucia, że zaraz się rozpadniesz. To właśnie jest okno tolerancji.

Problem pojawia się wtedy, kiedy coś wyrzuca nas poza te granice.

Hiperpobudzenie – to stan, w którym układ nerwowy wchodzi w tryb alarmowy. Serce bije szybciej, oddech się płyci, myśli się urywają albo goniące w kółko. Możesz czuć niepokój, panikę, drażliwość, poczucie zagrożenia, które nie bardzo wiadomo skąd pochodzi. Wielu ludzi zna to z własnego doświadczenia – to stan, w którym coś trygeruje wspomnienie albo sytuację podobną do tej traumatycznej, i nagle jesteś już nie tu i teraz, ale gdzieś z przeszłości.

Hipopobudzenie – to drugi kraniec, mniej rozpoznawany, ale równie poważny. Układ nerwowy jakby się wyłącza. Pojawia się odrętwienie, pustka, trudność z koncentracją, poczucie nierealności. Niektórzy opisują to jako „szybę między sobą a światem". Ciało i umysł wchodzą w rodzaj zamrożenia – to ewolucyjna reakcja obronna, ale w codziennym życiu bywa dezorientująca i trudna do zrozumienia.

Dlaczego to ma znaczenie w terapii traumy?

Kiedy ktoś trafia do gabinetu z traumą, jego okno tolerancji jest często bardzo wąskie. Mały bodziec – słowo, zapach, ton głosu – wystarczy, żeby wypaść poza jego granice. W hiperpobudzeniu nie można sensownie pracować z trudnymi wspomnieniami, bo układ nerwowy jest w trybie przeżycia, nie refleksji. W hipopobudzeniu – nie ma kontaktu ze sobą, więc też nie ma pola do pracy.

Miałem kiedyś klienta, który przyszedł po wielu latach od traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa. Intelektualnie wszystko rozumiał, potrafił opowiedzieć swoją historię spokojnie, niemal jak relację z cudzego życia. Właśnie to był problem – był w hipopobudzeniu. Pracowaliśmy długo nad tym, żeby najpierw w ogóle poczuł, że ta historia to jego historia.

Metoda Somatic Experiencing w dużej mierze polega na tym, żeby pomóc klientowi stopniowo rozszerzać to okno. Nie przez konfrontację z traumą na siłę, ale przez powolne, bezpieczne oswajanie układu nerwowego z trudnymi stanami. Żeby umiał do nich wejść i z nich wyjść – na własnych warunkach.

Okno tolerancji - zdjęcie do tekstu

Jak to wygląda w praktyce?

Praca z oknem tolerancji w SE to między innymi nauka rozpoznawania własnych stanów pobudzenia. Terapeuta często pyta: „Co teraz czujesz w ciele? Gdzie to czujesz? Jak się to zmienia?" – nie dlatego, żeby bawić się w filozofię ciała, ale dlatego, że ciało jest pierwszym wskaźnikiem tego, gdzie jesteś na skali pobudzenia.

Ważnym elementem jest też zakotwiczanie – znajdowanie tego, co w danej chwili działa uspokajająco na układ nerwowy: kontakt z konkretnym przedmiotem, powolny oddech, skupienie na czymś stabilnym w pokoju. To nie są techniki relaksacyjne w potocznym rozumieniu. To narzędzia do regulacji układu nerwowego, które z czasem stają się zasobem dostępnym na co dzień, nie tylko w gabinecie.


Jeśli rozważasz terapię traumy i zastanawiasz się, dlaczego terapeuta pyta o ciało, o odczucia fizyczne, o to co się teraz dzieje – to właśnie dlatego. Trauma żyje w układzie nerwowym. I to tam, obok pracy z umysłem, musi też dokonać się zdrowienie.